Blog nie aktywny. Dodaj notkę aby usunąć tą informację oraz reklamy w treści bloga
,,I see you. You see me. Differently."
Miałam już nie pisać tu żadnych swoich arcy-inteligentnych przemyśleń, miałam starać się nie pakować w głupie sytuacje, miałam zacząć myśleć zanim coś zrobię, a przede wszystkim miałam już iść spać...
Sama się sobie dziwię. W ostatnim czasie zdarza mi się to coraz częściej i zaczynam się zastanawiać, ,,co do cholery się ze mną dzieje?!".
Pamiętam moment wielkiej kłótni, w której zepsułam trwającą 7 lat przyjaźń. Pamiętam wiele podobnych momentów i to, że kompletnie straciłam w nią wiarę.
Pamiętam też moment swojego małego buntu przeciwko wszystkiemu, co wiąże się z długoterminowymi relacjami.
Za dużo razy traciłam swoje szanse przez błahostki, które z czasem zyskiwały wyższą rangę. Mimowolnie odsuwałam się, a nawet jeśli znowu jakimś cudem komuś udało się mnie do siebie przekonać- zwykle kończyło się to tak samo. Z mojej, czy nie z mojej winy. Czy to tak naprawdę istotne?
A potem usłyszałam ,,Wiesz, ani razu się z tobą nie pokłóciłam. Znamy się już rok".
-,,Półtora roku."
I gdyby nie to, że jako pierwsza przełamała się i przerwała milczenie, skończyłoby się to tak, jak poprzednie. Nie wiem, czy to ma jakieś znaczenie. Czy kiedykolwiek miało?
Może dlatego tak trudno było mi zaakceptować fakt, że
F. coś do mnie czuje.
Pamiętam, jak po raz pierwszy usiedliśmy razem na historii. Nie, nie pamiętam nic z tamtej lekcji oprócz tego, że całe 45 minut spędziliśmy na rozmowie/graniu w różne dziwne gry na kartce papieru, w które dalej przegrywam.
A potem dziwne pytania ludzi, którzy zastanawiali się ,,co takiego jest między nimi?".
Szczerze? Nie miałam bladego pojęcia i chyba do tej pory nie rozumiem, jak to wszystko się potoczyło.
Kiedy z dwóch zupełnie obcych sobie osób, nie widzących się prawie przez rok czasu pomimo codziennego przebywania w tej samej klasie staliśmy się niemal nierozłączni? Kiedy nastąpił moment, w którym nasze zegarki w dziwny sposób zamieniły się miejscami na pierwszym klasowo-imprezowym spotkaniu przedwakacyjnym? Aż w końcu co sprawiło, że sprawy potoczyły się jeszcze dalej?
Któregoś razu w środku nocy dostał ode mnie sms. Pytałam, czy śpi i że mam nadzieję, że jednak nie. Pamiętam, że płakałam i przez dłuższy czas nie mogłam się uspokoić. Starał się jak mógł pocieszyć mnie w idiotycznym ograniczeniu słów w jednej wiadomości. A jednak mu się udało. Nie ważne, czy chodziło o wypłakiwanie mu się na środku chodnika, czy o jakiekolwiek błahostki- zawsze mu się udaje. Jak? Nie mam pojęcia.
Aż w końcu jedna, dziwna myśl zmieniła mój sposób postrzegania tego wszystkiego. Nigdy wcześniej nie wypowiadając się nawzajem na temat relacji, jakie nas ze sobą łączą- mimo wszystko o tym pomyślałam. Czy tylko ja? Nie wiem, mogę mieć tylko nadzieję, że nie.
I prezent, na który sama nie potrafiłam zdecydować się przez dłuższy czas. Teraz leży na przeciwko mnie, zmieniając dźwięk mojej gitary za każdym razem, gdy tego chcę.
Aż w końcu moment połowinek, w którym zdarzyło się zbyt wiele, bym potrafiła zrozumieć wszystko, co skłoniło mnie do tego, by wyłożyć wszystkie karty na stół.
Ładnie udekorowana sala- starodawny styl zestawiony z nowoczesnymi dodatkami,alkohol w tle i garstka ludzi, z którymi lubimy się najbardziej.
Patrzymy na parkiet- grupka ludzi śmiało ruszyła, by zatańczyć do szybkich rytmów.
Zapytał, czy czekamy na coś wolniejszego. Powiedział, że mi obiecał i że zawsze dotrzymuje obietnic. To fakt.
Szybki bieg zdarzeń: ja wychodząca z dziewczynami, ja przynosząca torbę, ja wchodząca po schodach do łazienki, ja rozmawiająca z innymi, ja mieszająca drink, ja siedząca na kolanach
F. na jednej z kanap.
Pamiętam, że chciał zostać dłużej, był zły, że musi już wracać. Powiedział, że niedługo będziemy musieli zadzwonić po taksówkę.
Przeciągnęłam palcami po jego włosach i zapytałam, czy to pomoże mu się zrelaksować chociaż na chwilę.
,,Nie." Przeciągnęłam palcami po jego plecach,
,,Nie, to nie wystarczy".
,,A co gdyby... Nie, nie."
Tysiąc myśli przebiegło przez moją głowę, chociaż wiedziałam o co tak naprawdę mi chodzi. Pomimo tego, nie mogłam się przełamać. Tak? Nie? Tak? Nie? A co jeśli? Tak? Nie?...
,,A co gdybym powiedziała, że cię kocham?"
,,Odpowiedziałbym to samo."
Nie wiem, czy pocałunek był potwierdzeniem, czy zakończeniem rozmowy. Wiem, że był wkomponowany w sytuację. A potem nagle się zaśmiał.
,,Hm?"
,,Piosenka" powiedział i zorientowałam się, że jedyna wolna piosenka, na którą od początku czekał, by zatańczyć ze mną obiecany taniec, gdzieś w tle leciała już od dłuższego czasu, gdzie ledwo słyszalny przez nas głos Markowskiego śpiewał ,,Kochaj mnie".
Nie mam pojęcia, jak to wszystko potoczy się dalej.
Póki co wiem, że żadne z nas nie potrafi przełamać się, by wyjaśnić to, co zostało już powiedziane.
Jedynie mogę mieć nadzieję, że tego nie uda mi się zepsuć.
nevermind 8/11/2009 00:27:11 [
Powrót]
Komentuj
Maaadziaaa!
Może uznasz, że to złe, może pomyślisz, że to oznaka zupełnego zmiękczenia, albo że coś mi się pomieszało...
... ale ja myślę, że dobrze się stało, jak się stało.
I nie jestem pewna, czy tu trzeba cokolwiek wyjaśniać. Moim zdaniem wszystko potoczyło się bardzo pięknie i nie mówię tylko o połowinkach.
To wspaniałe, że masz swojego F., który zawsze jest, który potrafi niemożliwe zamienić w oczywistość. Który po prostu jest, i dla którego jesteś Ty.
Tralala, aż chce się zaśpiewać, że to jest właśnie wzrastająca, piękna miłość. I to jest takie fajne fajne! ;*
Nie przejmuj się tym połowinkowym wyznaniem (bo to było właśnie to). Kochasz i on kocha... i to jest najważniejsze.
Oki? ;*
Madlejane 8/11/2009 14:37:39
|
http://secret-of-ankh.wjo.pl IP: zalogowany
2009ListopadLipiecCzerwiecKwiecieńLutyStyczeń
andzia,
karol,
miśka,
ala,
absurdalna,
old paper